
Najdłuższy dzień w roku to przesilenie letnie, moment, w którym jedna półkula Ziemi jest najbardziej nachylona w stronę Słońca. W tym dniu Słońce wschodzi najwcześniej i zachodzi najpóźniej, noc jest najkrótsza w roku. Na półkuli północnej przypada on zwykle 20 lub 21 czerwca.
Na wystawie przenikają się obrazy dwóch nurtów, abstrakcyjnego i figuratywnego. W mojej pracy artystycznej to działa trochę jak dzień i noc, które się dopełniają, chwilami abstrakcja przeważa, dominuje, po to żeby za chwilę ustąpić miejsca narracji. Ta zmienność wynika z wyczerpania jednego języka i potrzeby dopełnienia innym. Jednak obie formy malarskiego wyrazu są silnie związane z tym samym źródłem.
Motywem figuratywnych obrazów jest Afryka, rozumiana nie jako egzotyczny obraz czy estetyczny cytat, ale jako przestrzeń historii, przemocy i pamięci. Punktem wyjścia stają się refleksje dotyczące kolonializmu, restytucji zagrabionych dzieł oraz możliwości odzyskiwania narracji przez społeczności, którym przez lata odbierano głos i własność kulturową. Interesuje mnie napięcie między muzealnym spojrzeniem a obecnością przedmiotów, które często funkcjonują dziś poza swoim pierwotnym kontekstem.
Abstrakcje wyrastają z innego rodzaju patrzenia, bardziej intuicyjnego i materialnego. Są pracą z kolorem, rytmem i geometryczną formą, inspirowaną afrykańskim rzemiosłem, sztuką użytkową i dekoracyjną: tkaniną, strukturą przedmiotów codziennego użytku. Jednocześnie czerpią z krakowskiej w tradycji malarskiej, doświadczenia modernizmu i myśleniu
o obrazie jako autonomicznej przestrzeni formy.
W miejscu spotkania obu nurtów, malarstwo staje się sposobem patrzenia na relacje, między centrum
a peryferiami, historią i współczesnością, abstrakcją i narracją, światłem i cieniem. „Najdłuższy dzień w roku” zazwyczaj jest słoneczny. Ta jasność i intensywne światło pozwala zobaczyć więcej i mocniej ujawnia to, co przez długi czas pozostawało przemilczane.



